"Mamo, nie odchodź. Tato, wróć do domu."
'Mother'. Utwór, do którego idealnie pasuje określenie przeszywający. Partia wokalna przemienia się we wściekły krzyk, gdy John uwalnia swoje uczucia względem rodziców. Drapieżny 'I found out' oraz wymowny 'Working class hero'. Ta druga kompozycja jest jednym z najczęściej coverowanych utworów (świetne wykonania m.in. Marianne Faithfull czy....Marilyn Manson). Opowieść o podziale klasowym, nietolerancji i rzeczach, które uważamy za istotne. Uwielbiam fragmenty "They hate you if you're clever and they despise a fool" oraz " And you think you're so clever and classless and free, but you're still fucking peasents as far as I can see...". Dalej 'Isolation' o samotności i niemocy wobec problemów świata oraz " Remember' ze świetnym, urwanym zakończeniem. Także przepiękna ballada 'Love' o tym, czym jest miłość.
"Tak więc, drogi przyjacielu, musisz sobie z tym poradzić. Sen się skończył."
Część utworów było dla mnie znanych na tej płycie. Resztę poznałem dopiero przy jej słuchaniu. Ale żaden z tych ostatnich nie zrobił na mnie wrażenia, tak jak utwór 'God'. Niesamowite, swoiste wyznanie nie-wiary przez artystę, który rozpoczyna nowy rozdział życia i zamyka poprzedni. Przy wspaniałym akompaniamencie, John niesamowitym głosem wyśpiewuje listę "I don't believe in...". I jest tutaj magia, joga, tarot, biblia, Hitler, Elvis....I kończy tą listę znamiennymi słowami: 'I don't believe in Beatles..." Brzmi to dobitnie, zdecydowanie a jednocześnie niesie ze sobą ładunek żalu. Po czym dodaje: "I just believe in me, Yoko and me...." Klasę tutaj pokazał Ringo Starr, kolega z zespołu, który grał na perkusji na tej płycie. Niesamowicie i z wielkim wyczuciem stworzył podkład do tego wyznania. Końcowe 'Sen się skończył' zwrócone jest oczywiście do Paula i zespołu The Beatles. 'I was the walrus, but now I'm John'. Na wydaniu CD (rok 2000, wydana pod 'redakcją' Yoko Ono) dołączono dodatkowo dwa utwory: song 'Power to the People' oraz zakręcony utwór 'Do the Oz' z równie zakręconą linią melodyczną. Brzmi psychodelicznie i eksperymentalnie.
Płyta jest niesamowicie emocjonalna. "To poetycko-rockowy ekshibicjonizm. Śpiewa o tęsknocie, zagubieniu, samotności, miłości, o wierze i sensie życia" (J. Skarżyński)
Zastanawiam się, jak by się potoczyła kariera Johna, gdyby nie noc 8 grudnia 1980 i niezrównoważony psychicznie jego fan (pięć strzałów, cztery trafione).
Sen się skończył. Ale wystarczy wcisnąć replay i rozpoczynamy sen od nowa.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz