Oto on: synonim najcięższego grania, mrocznej ściany dźwięków, przytłaczającej ciemności....no dobra, wcale tak czarno i mroczno nie jest. Tak czy inaczej, zespół Black Sabbath dziś jest daniem głównym. Zdaję sobie sprawę z czym i kim jest on kojarzony przez osoby nie znające tej kapeli. Dla mnie osobiście ta płyta bliższa jest mocnemu hardrockowi (heavy rock) niż metalowi. I kolejne nazwiska do przypomnienia: Ozzy Osbourne (wokal), Tony Iommi (gitara), Geezer Butler (bas) i Bill Ward (perkusja). Wytłumaczenie ciężkiego grania tej kapeli jest dość proste: gitarzysta Iommi stracił w wypadku opuszki palców, zrobił sobie jakieś nakładki oraz stuningował napięcie strun. Dodatkowo bas i gitara grają wręcz równocześnie, co tworzy niesamowicie ciężką atmosferę, swoistą ścianę dźwięków. "Ta płyta przeznaczona jest dla tych, którzy chcą rozlecieć się na kawałki" - tak reklamowano ten krążek. Nie, nie mam takich masochistycznych ciągotek, ale płytę niesamowicie przyjemnie mi się słuchało.
"Refleksy na niebie ostrzegają cię, że zginiesz..."
Nowością stały się tutaj gitarowe riffy - krótkie dźwiękowe tematy, które powtarzane nie tylko tworzyły cały utwór, ale przede wszystkim budowały jego klimat. Ciężkie riffy to wręcz wizytówka tej kapeli. Mój ulubiony z utworu 'Electric Funeral' jest doskonałym tego przykładem. Mrok, drapieżność i paranoja w kilku dźwiękach. Również w 'Iron Man' jest jeden z najbardziej znanych riffów wszechczasów. Co do tekstów, to mamy tutaj przykład ogólnie pojmowanej liryki 'metalowców'. Świat jest pełen zła, które w ciemnościach planuje porwać twoją duszę, by ją spalić w piekielnym ogniu czarnej rozpaczy. Coś około tego. Zresztą tytuły mówią wszystko za siebie: 'Rat Salad', 'War Pigs', 'Paranoid', 'Planet Caravan', 'Fairies wear boots'.... Nie przeszkadza mi to wcale, bo jest to dość naturalne przy tak ciężko brzmiącej muzyce. Ale - powtórzę to jeszcze raz - znakomicie się tego słucha. Osbourne nie drażni swoim głosem, muzyka daje czadu i mimo że upłynęło 40 lat od wydania tej płyty, całość brzmi niewiarygodnie świeżo.
"Czy on nie widzi czy jest ślepy?"
Jednym z większych zaskoczeń są dla mnie na tej płycie....solówki. I mimo że Iommi się ponoć zażegnywał, że on ich nie umie grać (kolejny powód dla riffów), to jednak wychodzą one świetnie. A najlepszym tego dowodem dla mnie osobiście jest pierwszy na liście utwór 'War Pigs'. Duży plus ode mnie również dostaje Ward i jego perkusja - gość zna się na swojej robocie.
Przytłaczający klimat ale muzyka delikatesowa.
Ocena: 8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz