wtorek, 29 marca 2011

16. DEEP PURPLE - Deep Purple in Rock (1970)


Deep Purple tym krążkiem otworzyli nowy rozdział w historii muzyki pod nazwą hard rock. Siedem kompozycji, które rozpiera siła i energia. Słusznym określeniem będzie tutaj 'pójście na żywioł'. Choć przyznam, że te utwory od pierwszego usłyszenia (pomijając legendarne 'Child in time') nie zrobiły na mnie dużego wrażenia. Choć z hard rockiem jestem w bardzo dobrych i przyjaznych stosunkach i Purpli znam i lubię nie od dziś, to ta płyta jakoś mi zaciążyła przy pierwszym i drugim przesłuchaniu. Ale po kilku następnych, załapałem się na tą okazję i zabrałem się w podróż, w której rytm jest pewnie wybijany, gitara emanuje energią a głos posłuszny jest emocjom.


"Jeżeli byłeś zły... Boże, założę się że byłeś"


Skład najlepszy z możliwych: Paice, Lord, Glover, Blackmore i Gillan. Czemu to takie ważne? Trudno słuchać i pasjonować się muzyką nie znając autorów sztuki. Paice i Glover to wg wielu różnych źródeł najlepsza sekcja rytmiczna świata (bas + perkusja). Na tej płycie to udowadniają, tworząc ścianę rytmiczną nie do przebicia (wybitnie słychać to w 'Living Wreck'). Z cudownie elektryzującą gitarą Blackmora i niesamowitym wokalem Gillana tworzą zespół, który nie tylko jest zgrany, ale i pewny siebie. Słychać to prawie w każdej minucie tej płyty. I widać tą pewność po świetnej i bardzo znanej okładce, która nawiązuje do głów prezydentów USA wyrzeźbionych w skale góry Mount Rushmore.


"Lepiej zamknij oczy, schyl głowę i czekaj na rykoszet...."


Siedem kompozycji, w tym sześć typowo hardrockowych, trwających 5-7 minut, rozpędzających się od pierwszej minuty aż do finału. Drapieżne, zadziorne, nie pozwalające być obojętnym. Tak właśnie tworzyła się historia tego gatunku, tak właśnie się wtedy grało. Wtedy, czyli tuż po upadku rewolucji hippisowskiej. "W ciągu zaledwie paru miesięcy cała ideologia tamtego pokolenia legła w gruzach. Co ważniejsze - na jej miejscu nie pojawiło się nic, co mogłoby ją zastąpić (...) Wówczas najzdolniejsi i najambitniejsi zaczęli się błyskawicznie rozwijać, szukać własnych środków wyrazów i krystalizować swój styl" (Skarżyński)


"Słodkie dziecko w czasie"


Przy opowiadaniu o płycie 'Concerto for..." celowo pominąłem utwór 'Child in time', ponieważ to teraz jest jego właściwe miejsce i pora. Utwór-legenda, pomnik rocka. Jako że znam go dość dobrze, trudno jest mi go z tego miejsca ocenić. Zaczyna się delikatnie, nastrojowo. Głos Gillana zaczyna prawie majestatycznie, by przejść do ..... Zastanawiam się, jaka byłaby reakcja współczesnego słuchacza, na tą partię wokalną, kiedy Gillan wręcz wyrzuca z siebie emocje wysokim i piskliwym krzykiem. Przeszywające doznanie dla obeznanego z tego rodzaju manierą śpiewania. A później wariactwo na gitarze Blackmora i powrót do melancholijnego wstępu. I jeszcze raz krzyk spotęgowany końcowym, niesamowitym wręcz szaleństwem. Trzeba posłuchać.


Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz