piątek, 11 marca 2011

Nawiasem słuchając 2

DEEP PURPLE - Deep Purple (1969)

Czemu znowu robię odskocznię? 300 płyt to duże wyzwanie. Kilka mniej, kilka więcej...czy zrobi różnicę? Postanowiłem wzbogacać sobie tą muzyczną podróż poprzez różne drobne i nieplanowane wycieczki. Poza tym....jeżeli nie teraz, to kiedy? Taka akcja, jak ta, raczej się nie powtórzy; wręcz trudno potem będzie wrócić z powrotem i zwiedzać pobliskie klimaty. Tak więc sięgam po płytę Deep Purple (wcześniejszą od ostatnio omawianej), która uzupełnia tą przygodę z orkiestrą symfoniczną. A może przygotowuje do niej? 
Zespół, jeszcze bez Gillana i Glovera, nagrał płytę, którą można by uznać za całkowicie średnią, gdyby nie jeden utwór (poznałem go już jakiś czas temu), który jest właśnie realizacją pomysłu Lorda na granie symfoniczne. 12-minutowa suita 'April' z przepięknym motywem prowadzącym jest takim właśnie rodzynkiem w tym głęboko purpurowym cieście. Rozmarzona opowieść wiosenna z mnóstwem genialnych przejść, melodii i instrumentów przeradzająca się w rockową historię zakończoną Blackmore'ową solówką. Początek tego, co ten gitarzysta miał nam zaserwować na następnych płytach, nie tylko w grupie Deep Purple.
Reszta płyta, jak pisałem, nie wyróżnia się niczym szczególnym, choć nie zawiera jakiś złych utworów. Przeciwnie, po kilkukrotnym przesłuchaniu mam dobrą opinię o tej płycie: bardzo rytmiczne 'Chasing Shadows' czy 'The Bird has flown', liryczna 'Lalena' czy też 'Blind' ze wspaniałą grą organów.
Taki początek (choć jest to trzecia płyta w dorobku DP) historii tego zespołu w zdobywaniu wielkiego formatu gwiazdy rocka.


Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz