niedziela, 13 marca 2011

JESUS CHRIST SUPERSTAR (1970)

Sięgam po to dzieło po raz pierwszy. Co prawda z tytułu kojarzę musical, ale muzycznie była to dla mnie niewiadoma. Nazywa się to rock operą, muzykę napisał do niej Andrew Lloyd Webber, zaś tekst (libretto) napisał Tim Rice (historia ostatniego tygodnia życia Chrystusa). Główne partie wokalne zaśpiewali: Ian Gillan (który rok wcześniej trafił do Deep Purple) jako Jezus, Murray Head jako Judasz oraz Yvonne Elliman jako Maria Magdalena. Tyle suchych informacji, ponieważ gdy niedawno zapuściłem ten album, od pierwszych minut wiedziałem, że to będzie odkrycie, które zostanie ze mną na długie lata. 


"W końcu przejrzałem na oczy i teraz wyraźnie dostrzegam, ku czemu wszystko to zmierza."

Podejmując się wyzwania przesłuchania 300 albumów, które mają znaczenie w historii muzyki rockowej, miałem na myśli m. in. odkrywanie muzycznych obszarów, zupełnie obcych dla mnie, które by stały się swoistą kolumbową Ameryką. Ten album, musical, rock opera - jak by nie nazywać - jest absolutnym arcydziełem! Pod względem muzycznym zatopiony w muzyce rockowej tamtych czasów, ozdobiony wspaniałymi partiami wokalistów, dopełniony symfonią orkiestry, pod względem tekstowym opowiada w sposób inteligentny, choć bardzo łatwo wpadający w ucho (tak, jak np. w utworach Beatles'ów) i jednocześnie unikający banalności czy grafomanii. Geniusz tego dzieła to zasługa głównie Gillana i Murray Heada, którzy stworzyli niezapomniane postaci, śpiewając bardzo emocjonalnie, wręcz 'aktorsko'. Pozostałe postaci też stanęły na wysokości zadania, prawie każda wokalna partia (a są one bardzo zróżnicowane: melorecytacja, monolog, śpiew, chór itd.) jest warta odnotowania, nie ma tu żadnych 'zapychaczy', nudnych fragmentów czy niepotrzebnych wstawek. Opowieść porywa nas już od pierwszych sekund i nie pozwala na wytchnienie, prowadząc po różnorodnych gatunkach, wokalnych i instrumentalnych, bawiąc się tempem i emocjami swoich bohaterów. 

"Chryste, kocham Ciebie, biję Ci pokłony, w Ciebie wierzę, w Boga wierzę, powiedz, że jestem zbawiony."


Wszyscy dobrze znamy tą historię: sprawa Marii Magdaleny, wyrzucenie kupców ze świątyni, ostatnia wieczerza, zdrada Judasza, proces i ukrzyżowanie Jezusa. Ale tekst jest tak niesamowicie sugestywny, że emocje aż biją od tych słów. Chyba po raz pierwszy zaczynam rozumieć dramat tej wstrząsającej historii, motywy, jakim się kierowali bohaterowie, także czasy, w jakich to wszystko się działo. Dla mnie ta historia zawsze była nieco odrealniona, przyjmowałem ją raczej na wiarę, nie zagłębiałem się w szczegóły jej dramatu. Może bojąc się bólu i smutku, jaki z niej bije. Libretto jest niesamowicie inteligentne i jednocześnie ma dystans do opowiadanej historii. Jest prawie dosłowne, ale i zmuszające do rozważań nad swoją treścią. Jest również kontrowersyjne, zwłaszcza przy postaci M.Magdaleny, która zdaje się czuła do Jezusa coś więcej... Za to genialne podejście do Judasza i jego ofiary, którą była...zdrada Jezusa: ktoś musiał go zdradzić, by mogło się to wszystko wypełnić. Dlatego też odmawiając wzięcia zapłaty, mówi: 'tylko nie przeklnijcie mnie po wsze czasy...'.

"Przecież próbowałem przez trzy lata a zdaje się, że trzydzieści..."

Aż trudno tu coś wyszczególnić, bowiem te prawie 90 minut muzyki jest na absolutnie najwyższym poziomie. Tego się nie da słuchać w pojedynczych utworach, tylko w całości (album koncepcyjny). Partie Gillana to 'najwspanialszy popis sztuki wokalnej w historii rocka' (Skarżyński). 'Strange thing Mystifying', 'Poor Jersualem', 'The Temple' czy wręcz niewiarygodne 'The Last Supper' i 'Gethsemane (I only want to say)' to popisy wokalne, które przechodzą do historii muzyki. Emocje wychodzą z odtwarzacza i porażają swoją autentycznością. Motyw biczowania, gdzie liczone są uderzenia batem ('Trial before Pilate') rozpędza się do niewiarygodnego napięcia, aż ciarki przechodzą od samego słuchania. Murray Head jest fenomenalny w przedstawieniu tragedii połóżenia Judasza. Również pani Elliman bardzo ciepłym głosem odśpiewała swoje 'I don't know how to love him' czy 'Everythings all  right'. Także Piłat czy Piotr... Naprawdę trudno to opisać, ale mnóstwo fragmentów zostaje w pamięci, by później się przywoływać w rozmaitych (nie zawsze odpowiednich ;-) sytuacjach. Swoją drogą sława tego dzieła rozniosła się i trwa do dnia dzisiejszego. Filmy, spektakle, musicale, przedstawienia, płyty...



"Zamierzałeś umrzeć tak czy to był przypadek? Czy wiedziałeś, że ta śmierć taka będzie sławna?"

Dzieło wyjątkowe w swej genialności. Nie da się tego posłuchać w mp3 gdzieś w drodze do/z szkoły czy pracy. Nie da się wysłuchać zapuszczając gdzieś w tle przy sprzątaniu mieszkania. Bowiem każdy fragment tego arcydzieła wymaga uwagi i czasu, by o nim pomyśleć i go zrozumieć. Zrozumieć muzykę to znaczy chłonąć ją słuchem i widzieć obrazy przed oczami.


Ocena: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz