niedziela, 27 marca 2011

LED ZEPPELIN - Led Zeppelin (1969)



Tak. Tu się zaczyna piękne granie. Zespół powszechnie uznawany za pioniera hard rocka. Zespół-legenda mający potężny wkład w historię muzyki, nazwijmy ją  - rockowej. Bowiem samo pojęcie rock jest dość powszechnie stosowane i aktualnie niewiele znaczące. I jak tu wierzyć, że są ludzie tzw. obsłuchani, którzy o tym zespole nigdy nie słyszeli nawet....Ciekawej rzeczy się dowiedziałem, mianowicie nazwa zespołu tak naprawdę oznacza 'lead zeppelin'  i przypisuje się ją pewnemu muzykowi, który po nieudanym koncercie LZ miał stwierdzić, że ich muzyka to właśnie taki 'ołowiany sterowiec' (literówka w pierwszym członie została wprowadzona celowo). Mniejsza z tym, bo dzisiaj zajmuję się piękną,  płytą, którą potocznie nazywa się 'jedynką'. Raz, że to pierwsza płyta zespołu, dwa - następne płyty były oznaczane kolejno II, III i IV (dalej już tytuły były 'normalne').

'Kochanie, mam zamiar cię porzucić....'


Jimmy Page (gitara), Robert Plant (wokal), John Paul Jones (bas + klawisze) i John Bonham (perkusja) - te nazwiska trzeba znać, bo są trwale związane z zeppelinową legendą. Płyta jest zróżnicowana, ale 'scala ją jej niesamowita energia, siła i spontaniczność będąca efektem błyskawicznego tempa jej nagrania' (Skarżyński). Błyskawicznego? Tak, tylko 30 godzin a biorąc pod uwagę zawartość płyty, jest to wyczyn wręcz niesamowity. Płyta śmiało łączy blues-rock z hard rockiem, ma świetne brzmienie i zawiera niezapomniane kawałki, zazwyczaj traktujące o miłości. I tutaj mam delikatne negatywne odczucie (naprawdę delikatne), że lirycznie te piosenki są bardzo lekkie. Choć nie powiem, wpadają teksty w ucho.


'Ludzie plotkują, lecz mało kto coś wie' 


Płytę rozpoczyna hardrockowy 'Good times, bad times' a tuż po nim przepiękna ballada 'Baby, I'm gonna leave you' (którą doskonale znam) rozwijająca się w gwałtowną szamotaninę instrumentów. Dalej 'You shook me' i swoisty pojedynek głosowy (Plant) z gitarą (Page). Wokalista jest bardzo mocną stroną kapeli i ma na prawdę wspaniałe możliwości. 'Dazed and confused' - hardrockowa opowieść o niespełnionej miłości. Ballada 'Your time is gonna come' rozpoczynająca się cudowną partią organów....Kolejna bluesowa ballada 'I can't quit you baby', która uwidacznia talent gitarzysty i perkusisty. Trudno opisywać wszystkie utwory, granie na prawdę warte jest posłuchania i ma niesamowity klimat. Taki naturalny, zadymiony, długowłosy i niezależny.


'Twój czas nadejdzie'


Należy tu też wspomnieć o 'trójwymiarowości' płyty, ponieważ Page zastosował tu przy nagrywaniu dodatkowe mikrofony (oddalone o kilka metrów od tych podstawowych), co stworzyło taką swoistą muzyczną głębię.
Płyta warta poznania i postawienia na półce. Oczywiście po to, by co jakiś czas po nią sięgać i zanurzać się w świecie, którego już nie ma.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz