Pink Floyd po raz pierwszy. Znam tą grupę od lat i cenię bardzo wysoko. Dzieła Rogera Watersa (bas, śpiew), Dawida Gilmoura (gitara, śpiew), Nicka Masona (perkusja) oraz Richarda Wrighta (klawisze) są w ścisłym kanonie muzyki rockowej. Same te nazwiska mówią za siebie i każdy znawca rocka (w mniejszym lub większym stopniu) powinien je znać i kojarzyć. Czy powinienem tu wspomnieć o Syd'zie Barrett'cie? Może później, bo mam pomysł na kolejną płytę 'dopisaną' do mojej listy albumów.
Gdybym był dobrym człowiekiem, częściej bym z tobą rozmawiał.
Myślałem, że znam tą płytę, bo znam główny z niej utwór, tytułową suitę. Jednak na niej płyta się nie kończy. Skąd taki tytuł i skąd taka okładka? Ponad 20-minutowy utwór jest instrumentalny (choć oprócz orkiestry udziela się tutaj chór), więc zespół miał problem z odpowiednim tytułem; w końcu natrafiono gdzieś w gazecie na artykuł o stymulatorze serca użytego w celu ratowania ciężarnej kobiety. Urządzenie nazywało się 'Atom Heart' i stąd nazwa. Okładka? Trudno powiedzieć...ale jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych okładek nie tylko Floydów ale też w ogóle muzyki nie-poważnej. Suita tytułowa wykorzystuje motyw muzyczny z westernu 'Biały kanion' oraz zawiera wiele efektów dźwiękowych (odgłosy, warkot motoru, wybuchy etc). To używanie rozmaitych dźwięków stało się z czasem jedną z wizytówek Pink Floydów. Utwór jest dość patetyczny miejscami, temat główny oddala się i powraca tworząc niesamowity klimat dziwnej opowieści o innych światach. Ja wręcz kojarzyłem to sobie z ...UFO ;-)
Jutro przyniesie inne miasto, inną podobną dziewczynę...
Jak napisałem, oprócz suity, która jest jedną z największych dokonań Floydów (niektórzy uważają wręcz przeciwnie!) a na pewno jest swego rodzaju symbolem tej grupy, znajdują się inne, krótsze utwory stworzone przez poszczególnych członków grupy: senne 'If' R. Watersa, doskonałe 'Summer 68' R. Wrighta ze świetnie brzmiącymi elementami symfonicznymi (opowieść o plusach i minusach tzw. groupies) oraz spokojne 'Fat Old Sun' D. Gilmoura. No i na koniec jeszcze jeden, w zasadzie żart muzyczny: 'Alan's Psychedelic Breakfast'. Czyli odgłosy przyrządzania i spożywania śniadania, okraszone delikatnymi dźwiękami grających muzyków. Jak wieść niesie, tytułowy Alan to dźwiękowiec, który tak doskonale nagrał wspomniane dźwięki. Całość może nie powala (główny utwór był mi już znany) i jest dość trudna w odbiorze, ale jak napisałem, ta płyta to symbol Pink Floyd. Czy to się komuś podoba czy nie...
Ocena: 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz