Nie wiem czemu tyle lat omijałem Hendrixa bokiem. Będąc zanurzony po uszy w rocku lat 70-tych, traktowałem Hendrixa niejako z urzędu jako kogoś genialnego i niesamowitego, jednak jego twórczość (pomijając kilka bardzo znanych utworów) była mi tak naprawdę obca. Zupełnie niepotrzebnie. Jakieś dwa tygodnie temu sięnąłem po ten album i...zaczęło się. Swoistym zaskoczeniem dla mnie była historia popularności gitarzysty: dopiero przyjazd do Europy i pomoc znanych muzyków (Paul Mc Cartney, Eric Clapton) otworzyło mu drogę do wielkiej kariery (festiwal w Monterey - USA '67 - pierwszy wielki festiwal rockowy)
Długa i ciepła letnia noc
Bardzo różnorodny album. Zaznaczają się głównie dwa typy wpływów: rockowe i bluesowe. Zdaje się, że to zasługa zespołu, który akompaniował gitarzyście: jego członkowie się zmieniali w trakcie nagrań poszczególnych utworów, doszło także do pewnych konfliktów i sporów. Nurtowała mnie nawet okładka do tej płyty, bowiem ta przeze mnie prezentowana jest do wydania amerykańskiego, zaś do brytyjskiego była ta kontrowersyjna przedstawiająca wianuszek nagich kobiet (pod koniec lat 60-tych to musiał być szok!)Ciągle pada, ciągle marzę....
Tyle 'technicznych' informacji, bo muzyka jest tu najważniejsza. "Nikt przed nim ani nikt po nim (choć wielu próbowało) tak grać nie potrafił" - pisze Skarżyński. Tego nie wystarczy posłuchać. To trzeba poczuć. Niesamowite dźwięki potrafił Jimi wydobywać ze swojej gitary; w zasadzie każdy utwór na tej różnorodnej płycie świadczy o jego geniuszu. Nawet wokal miał świetny. Utwór 'Rainy day, dream away' zaczyna się od jego kaszlu i jest to chyba 'najlepszy kaszel' jaki kiedykolwiek słyszałem. Jest tak niesamowicie wklejony w klimat, że wydaje się być nieodłączną całością. Niektóre utwory ('1983....(A merman I should turn to be)', 'All along the Watchtower') mają tak nowoczesne brzmienie (nie technicznie, raczej stylistycznie) że aż trudno uwierzyć w datę ich nagrania. Dużo dźwiękowych (gitarowych oczywiście) eksperymentów, które cudownie karmią uszy (środek utworu "Moon, turn the tides....gently away', motyw przewodni 'Burning of the Midnight Lamp'). Styl grania jest niesamowicie emocjonalny, hipnotyzujący i ponadwymiarowy (narkotyki?!) Skarżyński ujął to wspaniale, pisząc że słuchając jak Hendrix gra, ma się wrażenie że jego dusza opuszcza ciało i wnika w gitarę. Niesamowite doznanie.Ocena: 10/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz