niedziela, 27 lutego 2011

THE BEATLES - White Album (1968)


Album, który w zasadzie poznałem już jakiś czas temu i byłem nim oczarowany. Aż 30 piosenek, co prawda krótkich, ale stanowiących o istocie muzyki granej przez tą formację. Dziwna okładka. Czysta, biała kartka z nazwą bandu ( ta płyta zwana jest także The Beatles). W swoich czasach to musiało robić wrażenie. Zaskoczeniem był również singiel, na którym znalazły się promujące te płytę dwa utworu ('Hey, Jude' oraz 'Revolution'), które...nie znalazły się na albumie.

Patrzę na was wszystkich, widzę uśpioną miłość....

Utwory są bardzo zróżnicowane: rockowe ballady, zabawne pastisze, country, folk...I mnóstwo przepięknych utworów. 'Dear Prudence', w której uwielbiam brzdąkającą gitarę i sekcję rytmiczną. Rozmarzone 'While my guitar gently weeps' Harrisona, w którym ochrypnięta gitara faktycznie łka.  Cudowne 'Happiness is a Warm Gun' z tekstem łatwo wpadającym w ucho (choć ten efekt ma większość piosenek Beatlesów). 'Martha my Dear', w której instrumenty dęte nadają jej fenomenalnego brzmienia. 

Dlaczego nie zrobimy tego na drodze?

Piosenka o powyższym tytule świadczy, że to nie ci Beatlesi, których zazwyczaj kojarzy się z milusimi chłopcami a'la boys band, tylko prawdziwi....mężczyźni. Którzy również nie boją się zabawy: myśliwska opowieść 'The Continuing story of Bungalow Bill" czy też farmersko-barokowa historia świnek w 'Piggies' (choć sam tekst jest niezwykle ciekawy).
Całość robi naprawdę duże wrażenie, bo co utwór, to wręcz legenda kojarzona z The Beatles. Po raz kolejny zestaw muzyczny McCartney-Lennon-Harrison-Starr okazuje się nieprzeceniony i nieoceniony. "Ta płyta to sama prawda o ich wielkości" (J. Skarżyński)

Ocena:  10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz